Jesteśmy świadkami historycznych chwil

370

Natalia Sadowska MISTRZYNIĄ ŚWIATA. Historyczne w naszym sporcie chwile dzieją się na naszych oczach!
Tak to już jest, że w sporcie mimo wszystko liczą się głównie pierwsze miejsca. Jak mawiają amerykanie srebrny medalista to … pierwszy wśród pokonanych. Dla pasjonatów danej dyscypliny i dalsze miejsca są znakomite i cenne. Szerzej jednak zauważa się wyłącznie tych co są najlepsi. Po pierwszym tytule Natalii, były zaproszenia do TV, były wywiady, były informacje na telegazecie wszystkich głównych stacji, na najpopularniejszych portalach. Niektórzy dziennikarze zaczęli naprawdę obserwować wyniki naszej mistrzyni. Po kolejnej wygranej odniesionej nad IKONĄ naszego sportu było równie głośno.

Kiedyś zapraszaliśmy do siebie mistrzów Świata na symultany by propagować naszą grę. Teraz mamy gwiazdę u siebie! Trzeba zorganizować „tour de Pologne” podobny do tego jaki się odbył w 2004 roku z udziałem Georgiewa (PW 2-2004). Jestem przekonany, że było by jeszcze głośniej! Musimy jedynie przyjąć do wiadomości, że ta warcabistka jest jedną z nas, ale też jest już gwiazdą naszego sportu.

Mecz w Rydze był szesnastym meczem o MŚ kobiet. Do 1981 roku odbywały się jedynie turnieje. W sierpniu 1982 roku w Moskwie rozegrano pierwszy mecz pomiędzy Olgą Lewiną i Eleną Altszul. Lewina była aktualną mistrzynią (tytuł wywalczyła rok wcześniej w Rydze). Alszul tytuł zdobyła rok wcześniej na turnieju w De Lier. Dominacja tych dwóch pań trwała blisko 10 lat.

Altszul praktycznie wycofała się z rywalizacji, po zajęciu drugiego miejsca w MŚ w Rosmalen w 1989. Ten wynik, podobnie jak drugie miejsce dwa lata wcześniej, nie dawał jej prawa do walki o tytuł stracony w 1986 w meczu przeciwko Sadowskiej (aktualnie Golubewej). Później była emigracja. Wróciła jeszcze raz. Zagrała już jako reprezentantka Niemiec na MŚ w Mińsku Mazowieckim w 1997 roku. Zagrała dobrze. Czwarte miejsce po tylu latach nieaktywności to był dobry wynik. Po blisko 20 latach pojawiła się dla niej kolejna szansa. Po zmianie systemu rankingowego (połączenie rankingów kobiecych i męskich) na liście rankingowej Pań pojawiły się zawodniczki, które grały jedynie w lidze holenderskiej. Altszul mogła zagrać w Wuhan ale propozycję odrzuciła i do Wuhan pojechała Kamyszlejewa.
Młodsi kibice mieli okazję zobaczyć pięciokrotną mistrzynię Świata na turnieju Polish Open. Niestety, wyłącznie jako towarzyszkę swojego męża V. Wirnego.
Starsi kibice na pewno pamiętają Elenę z jej występów w Polsce. Grała na MŚ w Sandomierzu (83), grała również na MMP w Poczesnej 1985 roku (była trzecie za W. Dolatą i J. Cegiełką).
W turnieju grała również jej rywalka O. Lewina. Obie Panie po turnieju odwiedziły kilka miejsc w Polsce dając seanse i lekcje warcabowe. Gościłem je również w Gorzowie.

O. Lewina i E. Altszul, Gorzów Wielkopolski 1985

Lewina była ciągle aktywna w walce o warcabową koronę aż do 1993 roku. Nie miała szczęścia w meczach. Grała cztery mecze o MŚ i wszystkie przegrała. Dwukrotnie z Altszul i dwukrotnie z Sadowską (Golubevą). Tytuł zdobyła cztery razy. Zawsze w turniejach. Turnieje wychodziły jej po prostu znakomicie. Wynik z Rosmalen z 1989 roku można już jedynie wyrównać. Po prostu wygrała wszystkie partie! W kolejnym cyklu MŚ Lewina nie uczestniczyła, to był okres wielkich zmian na mapie Europy i wielu emigracji. Przyjechała na MŚ w 1993 roku jako zawodniczka Izraela. Wygrała wyraźnie, z trzema punktami przewagi. Do meczu 1994 już nie przystąpiła. Nie chciała zaakceptować sytuacji, że zawodniczki mają grać bez jasnego określonej puli nagród.

Wracam do meczy, ale nie mogłem nie wspomnieć wielkich rywalek, których mecze śledził świat warcabowy w latach 80tych.

Po dwóch meczach Altszul – Lewina pojawiła się nowa gwiazda. Na MŚ w Cannes (grały tam R. Kawczyńska i K. Kaczmaryk) w 1985 roku ścisk na górze tabeli był niesamowity. O prawo gry z Mistrzynią odbył się dodatkowy mecz Sadowska-Ringelene (obecnie Litwa). Rozegrany w Moskwie baraż dał Zoji prawo stanąć twarzą w twarz z pięciokrotną mistrzynią Świata – E. Altszul. Mecz o tytuł Zoja zagrała bardzo przekonywająco wygrywając 15-9. Rywalizowały wychowanki tego samego trenera (Michaił Kac)! To był pierwszy z 16tu tytułów Zoju Golubiewej-Sadowskiej.

Mecz z 1990 roku Golubewa – Lewina. Oprócz dwóch plakatów organizatorzy wydali okolicznościowy kalendarza na kolejny rok.

W szesnastu meczach o tytuł grało 9 pań. Najwięcej, jak nietrudno się domyślić, Zoja Golubiewa. Mecz z N. Sadowską w Rydze był jej dziesiątym i trzecim przegranym. Przez naszą zawodniczką sztuka pokonania Zoji w meczu udała się Tansykkużynie w 2004 i Tkaczenko w 2008.

Zobaczmy całą listę:

  1. Golubiewa 10 (+7/-3)
  2. Tansykkużyna 5 (+2/-3)
  3. Lewina 4 (-4)
  4. Tkaczenko 3 (+3)
  5. Altszul 3 (+2/-1)
  6. Sadowska 2 (+2)
  7. Kamyszlejewa 2 (-2)
  8. Hoekman-Jankowskaja 2 (-2)
  9. van Lith (-1)

Zatem jedynie Tkaczenko i Sadowska nie wiedzą, jak przegrać mecz o tytuł.
Pięciokrotnie już pierwsza partia meczu kończyła się rezultatywnie.
W każdym z tych przypadków ten cios na otwarcie był skuteczny. Pokonana w pierwszej partii przegrywała mecz. Natalia Sadowska jako pierwsze zdołała mimo takiego początku wygrać.
Oprócz meczu w Rydze jedynie dwukrotnie zdarzyło się, by obejmująca prowadzenie zawodniczka przegrała mecz. Wcześniej tak było w meczu Tansykkużyny z Kamyszlejewą w 2004 i ALtszul z Lewiną w 1984.

Jak z tego wynika nasza mistrzyni osiada wyjątkowe cechy. Potrafi wytrzymać presję. Ale czy może być inaczej, gdy do meczu przystępuję nie mistrzyni a MISTRZ Polski? Tak, tak panowie. Kobiet nie można lekceważyć. Pamiętam jak pewien młody człowiek po porażce z 16 letnią Natalią w półfinale MP w Szczawnicy wyszedł niezbyt elegancko z sali gry mrucząc coś w rodzaju „z babą przegrałem”. Ta młoda „baba” pokonując „nerwowego” awansowała do finału MP i pewnie nikomu wówczas do głowy nawet nie przyszło co będzie dalej!

Półfinały MP, Szczawnica marzec 2007

Podobnie lekceważąco do Pań odniósł się słynny Harm Wiersma w 1996 roku. W Abidżanie po raz pierwszy grano w formule z 40 zawodnikami w MŚ. Do turnieju dopuszczono mistrzynię Świata kobiet. Niespełna dwa miesiące wcześniej w Holandii odbywał się mecz Golubieva – Karen van Lith. Jak mi donieśli holenderscy warcabiści w swoim cotygodniowym warcabowym kąciku w „De Telgraph” Wiersma niezbyt pochlebnie wyrażał się o poziomie kobiecych warcabów i tego meczu. W Abidżanie grał w jednej grupie ze zwyciężczynią owego słabego meczu. Grał i … przegrał! Tracąc definitywnie szanse na awans do finałowej dwunastki.

MŚ Abidżan 1996. H. Wiersma jeszcze nie wie że na desce stoi “etiuda” … białe zaczynają i przegrywają.

Na zakończenie jeszcze jedna historyczna refleksja. Młodzi warcabiści tego nie pamiętają, ale 35-40 lat temu nawet remis z zawodnikiem z ZSRR to było coś. Rywalka Natalii debiutowała na MŚ w Sandomierzu w 1983 roku. Po raz pierwszy Polka wystąpiła w MŚ dwa lata wcześniej w Rydze. Ówczesna mistrzyni Polski, Ania Dębska zdobyła dwa punkty. Pokonała belgijkę. Pozostałe partie (w tym pięć z reprezentantkami ZSRR) przegrała. W Sandomierzu Róża Kawczyńska zremisowała Zoją i inną reprezentantką ZSRR Sakalauskaite. Dwa lata później Róża w MŚ zrobiła 50% wynik! Co łączy te trzy panie? Róża również skutecznie walczyła z mężczyznami! W 1977 roku zajęła pierwsze miejsce w turnieju o Mistrzostwo Szczecina. Co ciekawe organizatorzy wręczyli jej nagrodę dla najlepszej kobiety, tytuł MISTRZA przyznając najlepszemu mężczyźnie.

Róża Kawczyńska na turnieju w Szczecinie w 1979 roku. Miała wówczas 29 lat. Zmarła 10 lat później. PIERWSZA, która zaczęła zdobywać punkty z rywalkami ze wschodu.

Jak tak dalej pójdzie w Polsce to chyba trzeba będzie wrócić do starych zwyczajów? W końcu na podium ostatnich MP mężczyzn(?) nie było mężczyzn na podium.